Prudnik24

Rozczarowujące „Erynie”

Listopad 02
14:59 2010

Na “Erynie” miłośnicy prozy Marka Krajewskiego czekali z niecierpliwością. Nowa książka wrocławskiego mistrza kryminału miała przynieść nową jakość – od nowego wydawcy po zupełnie inną scenerię akcji i bohaterów. Niestety, autor nie stanął na wysokości zadania i „Erynie” rozczarowują.

Marek Krajewski zasłużoną sławę zyskał dzięki serii wyśmienitych kryminałów z Eberhardem Mockiem w roli głównej, osadzonych w mrocznych realiach przedwojennego Breslau. Mock dostarczał wrażeń miłośnikom dobrej lektury w sześciu tomach. W ostatnim, zatytułowanym “Głowa Minotaura”, zyskał jednak pomocnika. Został nim komisarz Edward Popielski ze Lwowa, gliniarz o podobnej do Mocka osobowości i podejściu do pracy, mało wyrozumiały dla bandziorów, za to lubujący się w pięknie kobiecego ciała.

Postać Popielskiego i przenosiny znacznej części akcji do Lwowa sygnalizowały, że Krajewski szuka nowej drogi dla swoich powieści. Trudno było się oprzeć wrażeniu, iż jego proza – oparta ciągle na bojach Mocka i jego pomagierów ze złem – zaczęła się wypalać, że zjadała własny ogon, stając się wtórną. W “Eryniach” autor poszedł na całość i na dobre porzucił Breslau. Pałeczkę walki ze zbirami i zwyrodnialcami przejął zaś Edward Popielski.

W “Eryniach” lwowski komisarz tropi zabójców małego chłopca, zamordowanego w bestialski sposób. Mordercy zostawili tropy sugerujące, że to rytualny żydowski mord. A że do tragedii dochodzi w 1939 r., a więc w czasie wyjątkowo niedobrym dla Żydów, pogromy we Lwowie wiszą w powietrzu. Popielski początkowo nie chce przejąć sprawy, zasłaniając się emeryturą. W końcu jednak rusza w mroczny lwowski świat burdeli, występku i zła, szukając winnych tego obrzydliwego zabójstwa.

Krajewski przedwojenny Lwów nakreślił wybornie. Klimat miasta, jego topografia, faktury budynków – to wszystko w „Eryniach” żyje, że książka nabiera niepowtarzalnego charakteru. Również intrygę autor nakreślił wyśmienicie. Popielski kluczy, łapie różne tropy, jest przy tym równie wyrazisty i brutalny, jak Mock.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że “Erynie” to tylko i wyłącznie opowieść o przygodach lwowskiego alter ego Eberharda Mocka. Książka nie przynosi żadnej nowej jakości, utwierdza za to w przekonaniu, że Marek Krajewski potrafi znakomicie odtworzyć klimat dawnego miasta, jego język i obyczaje. Tyle, że umiejętności te pokazywał również we wcześniejszych tomach o Eberhardzie Mocku, nie jest to więc niespodzianka. Dlatego lektura “Eryni” pozostawia spory niedosyt. Miał być przełom, a jest tylko potwierdzenie umiejętności wrocławskiego mistrza kryminału.

Czy Krajewski zostanie niewolnikiem Eberharda Mocka? Wiele na to wskazuje. Wydawać się może, że wrocławski pisarz na dobre wpadł swoim pisarstwem i pomysłami w koleiny serii o Breslau i Mocku. Stąd nawet próba radykalnego zerwania z dawnym bohaterem pali na panewce. Warto jednak wierzyć, że Marek Krajewski nie powiedział ostatniego słowa i jeszcze zaskoczy czytelników prozą świeżą, oryginalną i pasjonującą.

Łukasz Maślanka

Gazeta Prudnik24 – numer 121

Reklama

Reklama

Reklamy







Facebook

Komentarze

Starostwo informuje w internecie a oznakowania brak. 14.11.2017 większość kierowców musiała zawracać spod wiaduktu...

Dla takich tekstów lubie czytac ten portal...

Dla takich tekstów lubie czytac ta strone...

Szanowny Panie, kopiuj-wklej, o którym Pan pisze, to efekt oficjalnej współpracy naszego portalu z glucholazyonline....