Prudnik24

Kości

Kości
19 października
08:00 2013

[block]

Po okresie przerwy wracamy z naszą historyczną rubryką. W jej pierwszej odsłonie dyrektor POK-u, Ryszard Grajek, prezentował historię zakonu kapucynów na Ziemi Prudnickiej, dziś natomiast przyjrzymy się pewnej tajemniczej sprawie, która związana jest z pagórkami nieopodal starej ekspedycji towarowej, tudzież – ulicy Matejki

Sprawę badałem razem z młoda prudnicką artystką – Agatą Hajdecką (obecnie studentką ASP we Wrocławiu), która zajęła się tym tematem ponad rok temu, przy okazji projektu, jaki musiała wykonać w ramach swoich obowiązków na uczelni.

Można powiedzieć, że na trop tej historycznej zagadki, Agata Hajdecka wpadła już…we wczesnym dzieciństwie. Wówczas to, bawiąc się na pagórkach w pobliżu ekspedycji towarowej, razem z okolicznymi dzieciakami odnajdywała duże kości, które mogły należeć do człowieka. O tym, że takie podejrzenie ma solidne podstawy, postaram się przekonać w dalszej części tekstu, powołując się na opinię specjalisty, teraz natomiast przyjrzyjmy się sednu sprawy.

Hajdecka, pomna swoich znalezisk z dzieciństwa, a także znająca opowiadania sąsiadów (Agata wychowała się w jednym z domów na ul. Matejki), opowiedziała mi, że według tych przekazów, w latach osiemdziesiątych (trudno ustalić konkretny rok), ktoś dokonał wywózki ziemi z cmentarza żydowskiego w Prudniku na teren zielony w pobliżu osiedla. To by tłumaczyło fakt odnajdywania w tym miejscu ludzkich szczątków. Kto jednak dokonał takiego czynu i dlaczego?

Ustalenie tego nie jest proste. W trakcie małego śledztwa, jakie przeprowadziłem z Agatą Hajdecką, natrafiliśmy na niechęć w udzielaniu nam informacji dotyczących tej sprawy. Starsza osoba, która mieszka nieopodal cmentarza żydowskiego, odmówiła nam pomocy, wykazując przy tym duże oznaki zdenerwowania. W głosie żony obecnego prezbitera kościoła Zielonoświątkowego w Prudniku również dało się wyczuć pewną nerwowość – kobieta odesłała nas po informacje do gminy żydowskiej, która mieści się we Wrocławiu i słynie z tego, że czasem nie odpowiada na zapytania nawet instytucjom państwowym.  Rozmawialiśmy także z osobami z kręgu prudnickiej kultury. Ostrzegano nas, że to śliska sprawa i lepiej się nią nie zajmować. Temat kości podjąłem również  z dyrektorem Muzeum Ziemi Prudnickiej, Wojciechem Dominiakiem. Jak mówi, nie dysponuje wiedzą dotycząca tej materii.

Mimo wszystko uzyskaliśmy pewne informacje, rozmawiając z mieszkańcami osiedla przy ulicy Matejki, którzy pamiętają zrzut ziemi z cmentarza żydowskiego. Oto ich relacje.

Pan Kazimierz: Pamiętam, jak traktorem,  albo wywrotką wysypywano na ten teren ziemię z cmentarza żydowskiego. Działo się to w latach osiemdziesiątych. Gdyby działo się to później, to już zapewne by ich złapano.

Pani Marta: Pamiętam wywrotki, które wysypywały tą ziemię na skarpę. To musiało się dziać w latach osiemdziesiątych, bądź dziewięćdziesiątych. Uważam, że tego typu działania są bardzo nie w porządku.

Aż ciśnie się na usta pytanie: kim są owi „oni”, o których wspomina pan Kazimierz?

[/block][block]

Tymczasem przyjrzyjmy się jeszcze jednej relacji, która wnosi najwięcej do sprawy, a z racji tego, że wypowiada się osoba poważana i – co ważne – dysponująca wiedzą medyczną, musi być bardzo poważnie brana pod uwagę, w kontekście dociekania prawdy o wydarzeniach sprzed zgoła trzydziestu lat. Specjalista, o którym wspomniałem wcześniej, to  Wiesława Wysiecka, ceniony w Prudniku weterynarz. Potrafi ona bez problemu odróżnić kości zwierzęce od ludzkich. Wiesława Wysiecka nie pozostawia żadnych wątpliwości:

Widziałam, jak przywożono tu i zsypywano mnóstwo ziemi – relacjonuje – mój syn ma teraz trzydzieści lat, a wówczas był dzieckiem, trochę czasu więc minęło.

To jednak nie koniec.

Kiedyś znalazłam ludzką kość, która leżała na środku ulicy Kossaka. Zapewne przyniósł ją tam z łąki pies. Wzięłam ją, żeby się nie poniewierała i pochowałam u siebie w ogródku.

Według Wysieckiej była to duża, udowa kość, należąca prawdopodobnie do mężczyzny. Jak twierdzi, także jej syn odnalazł ludzkie szczątki, a mianowicie…czaszkę. Znalezisko odniósł do muzeum, choć, co ciekawe, gdy rok temu pytałem o to pracowników placówki, nie potwierdzili takiego faktu.

Rzecz jasna postanowiliśmy z Agatą, że sami przeszukamy teren. Pewnego kwietniowego dnia ubiegłego roku wybraliśmy się z łopatami na pagórki w pobliżu ekspedycji i chociaż nie udało nam się znaleźć kości, to jednak dokonaliśmy odkrycia, które raczej potwierdza, że opowieści mieszkańców ulicy Matejki i relacje o zrzucie zmieni nie są wytworem wyobraźni. Oto bowiem natrafiliśmy na dwa kawałki płyty nagrobnej. Na większym z nich widoczne są trzy litery: R, K i E, które jak sądzimy, stanowią fragment czyjegoś nazwiska.

W tym miejscu warto zadać sobie pytanie: jaka jest pewność, że znalezione przez nas fragmenty nagrobka pochodzą z cmentarza żydowskiego? Oczywiście takowej nie ma, ale wystarczy spojrzeć na znaleziska, żeby zauważyć, że nie wyglądają one jak współczesne płyty nagrobne. Poza tym – czy w świetle naszych przypuszczeń tego typu znalezisko w tym właśnie miejscu można uznać za zbieg okoliczności? Nie sądzę.

Jak widać, ze sprawą związane są same znaki zapytania. Kto i po co wysypywał ziemię z cmentarza żydowskiego na teren w pobliżu osiedla? Czy ma to związek z odbywającym się w przeszłości remontem kaplicy cmentarnej? Aby się tego dowiedzieć, należałoby zapewne podąć szereg działań i wykazać sporo cierpliwości. Agata Hajdecka swoim reportażem wyciągnęła ten temat niejako na światło dzienne. Dzięki temu mogliśmy się dowiedzieć o sprawie, o której wie w naszym mieście zaledwie garstka ludzi. Osobiście żywię nadzieję, że może ktoś zechce zainteresować się tematem i rozszyfrować tą prudnicką tajemnicę. Patrząc jednak na trudności w zebraniu informacji, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że zagadka ta nigdy nie zostanie rozwiązana.

Osobną kwestia jest ukaranie winnych zbeszczeszczenia ludzkich szczątków (bo właśnie z takim działanie mamy w tym przypadku do czynienia). Wygląda jednak na to, że i w tej materii nie ma na co liczyć.

Niemniej zachęcam do obejrzenia reportażu. Natomiast osoby, mające wiedzę na temat opisywanych tu wydarzeń, proszone są o kontakt z naszą redakcją. [/block]

Gazeta Prudnik24 – numer 183

Reklama

Reklamy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook