Prudnik24

Trzeba się wyróżniać na tle konkurencji

Trzeba się wyróżniać na tle konkurencji
18 listopada
21:15 2013

W październiku odbył się pierwszy Opolski Kongres Młodych. W jego trakcie studenci i uczniowie spotkali się z osobami pełniącymi ważne funkcje publiczne, parlamentarzystami, a także młodymi przedsiębiorcami, którzy doradzali, jak najlepiej wejść na rynek pracy po ukończeniu edukacji. Z Prudnika taką osobą był przedsiębiorca Maciej Liszka, który jest właścicielem firmy Omega Optyk, posiadającej na terenie miasta dwa salony optyczne. Postanowiliśmy zapytać go, jakimi doświadczeniami podzielił się ze słuchaczami, a także, jak sobie radzi w naszej lokalnej rzeczywistości. 

Maćku, w trakcie Pierwszego Opolskiego Kongresu Młodych, wśród występujących przedsiębiorców, byłeś jedynym przedstawicielem naszego miasta. O czym mówiłeś w trakcie swojego wystąpienia?  

Celem kongresu było ukazanie młodym ludziom, jak można wejść na rynek pracy po ukończeniu przez nich edukacji, a także, jak otworzyć działalność i udanie prowadzić własny biznes. Mieliśmy za zadanie powiedzieć słuchaczom, jakich pułapek powinni unikać, na co trzeba zwracać uwagę. Starałem się więc opowiedzieć o tym, jak to się stało, że mam firmę. Mówiłem, jak ją prowadzę, jak sobie daję radę i jak to wszystko wygląda od strony organizacyjnej, a także, jakie ma przełożenie na życie prywatne.

Co w takim razie poradziłbyś młodym osobom, chcącym otworzyć swój biznes w takim mieście jak Prudnik?  

Niestety, w Prudniku bardzo trudno otworzyć jakąkolwiek działalność, bo nie ma tu komu sprzedawać. Brakuje nam tej najważniejszej niszy, czyli młodych, energicznych, dobrze zarabiających ludzi, co, według mnie, wynika z faktu, że w Prudniku nie ma uczelni wyższej. Po ukończeniu liceum ludzie uciekają do większych miast na studia i potem nie wracają, a jeśli już, to tylko na chwilę, żeby zaraz wyjechać za chlebem na zachód. Pomiędzy grupami wiekowymi 18-19, a tymi w przedziale 50-60 nie ma niczego pośrodku. Trzeba więc wymyślać coś, co jest dopasowane do naszych nisz – a więc biznesy kierowane do osób w kwiecie wieku. Niewątpliwie wskazane jest korzystanie z różnego rodzaju refundacji i dofinansowań. Generalnie, trzeba zaryzykować – bez ryzyka nic się nie zrobi. Jest więc trudniej, niż w większych miastach, choć tam z kolei poprzeczkę bardzo wysoko zawiesza konkurencja. A wracając do Prudnika – jeśli chce się tu działać w istniejących już branżach, koniecznie trzeba wymyślić coś, żeby się wyróżniać na tle wspomnianej konkurencji. Właśnie tak staram się robić – jak wiesz, poza mną są w Prudniku jeszcze dwa salony optyczne.

Jaka jest więc Twoja recepta na udany biznes?  

Moja firma istnieje już 32 lata, wcześniej zajmowała się nią moja mama. Ja pracuję od dekady, a właścicielem jestem od trzech lat. Radzę sobie całkiem dobrze, choć na początku trochę się bałem (śmiech). Gdy przejmuję się firmę po rodzicach, jest oczywiście łatwiej, bo idzie się na gotowe, tyle, że mnie nikt nie uczył, jak prowadzić firmę – musiałem przejąć ją z dnia na dzień i wszystkim zarządzać. Miałem też obawy, że klienci, gdy dowiedzą się, że firmą nie kieruje już moja mama, po prostu ode mnie uciekną. Mimo wszystko się udało – stawiam na dobry marketing, wprowadziłem marki, których, ze względu na koszty, nie wprowadziłaby moja mama i to był dobry ruch, bo jest na nie zapotrzebowanie. Staram się też, aby była u mnie różnorodność wyboru. Jeśli klient czegoś szuka – musi to znaleźć.

Czy gdyby nie firma, mieszkałbyś w Prudniku?

Na pewno bym wyjechał. Zresztą, byłem kiedyś na obozie letnim w Stanach, miałem tam pracę – w Pensylwanii, potem w Nowym Jorku. Ameryka bardzo mi się podobała, planowałem się tam osiedlić na stałe, ale los się tak ułożył, że musiałem wrócić i pomagać rodzicom w pracy.

Czego cię nauczyła Ameryka? Czy doświadczenie zdobyte na tym kontynencie pomaga Ci w prowadzeniu firmy w Prudniku?  

Oczywiście. U nas istnieje narodowa skłonność do narzekania, w Stanach jest inaczej, ludzie są pozytywnie nastawieni, gdy komuś trafi się jakaś praca, taki człowiek cieszy się, że staje przed nim nowe wyzwanie. W Ameryce czerpie się też dużą radość z możliwości spotkań z ludźmi, odbywają się małe i większe imprezy, a ludzie wydają się bardziej radośni. Ja też staram się podchodzić do życia z uśmiechem.

W ostatnim czasie w Prudniku trwa dyskusja o gminnych Inkubatorach Przedsiębiorczości, które od niedawna funkcjonują w naszym mieście. Jaki masz do nich stosunek?   

Dwojaki. Inkubatory stwarzają możliwość do rozkręcenia biznesu małym kosztem i pod tym względem są na pewno zjawiskiem pożytecznym – wiadomo, jak ciężko jest na początku prowadzić własną firmę. Z drugiej strony szkodzą, bo na terenie Prudnika jest coraz więcej nieużytkowanych lokali. Uważam więc, że powinno się obniżyć koszty czynszu za te lokale i wykorzystać je, niż budować inkubatory, które skupiają wszystkich w jednym miejscu.

Dziękuję za rozmowę i powodzenia!

Gazeta Prudnik24 – numer 184

Reklama

Reklamy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook