Prudnik24

Poświąteczne zatrzymanie w biegu, czyli – już za rok Boże Narodzenie!

Poświąteczne zatrzymanie w biegu, czyli – już za rok Boże Narodzenie!
Styczeń 18
17:00 2015

W tym roku po raz kolejny przekonałem się, że jest kilka rzeczy, które podczas świąt pomagają mi zatrzymać się w biegu. Pominę te najbardziej oczywiste, takie jak bożonarodzeniowa liturgia czy rodzinne spotkania. Zacznę natomiast od tych, które pozornie z chrześcijańską tradycją mają niewiele wspólnego.

„Szklana pułapka”

Jeden ze świątecznych hitów, granych praktycznie co roku. Nie bez kozery. Podczas tzw. listy płac (a więc napisów końcowych) rozbrzmiewa znana romantyczno-świąteczna piosenka, „Let it snow, let it snow, let it snow…” – słyszymy w refrenie i choć przez chwilę zapominamy, że za oknem posucha. Poza tym – film jest bardzo na czasie. Główny bohater, John McClane (świetna rola Bruce’a Willisa) przybywa na wigilię do żony, która pracuje w korporacji Nakatomi. Małżeństwo im kuleje, co zresztą widać, bo niedługo po przywitaniu dochodzi do pierwszej kłótni. Chwilę później budynek zajmują terroryści, a McClane staje się samotnym bohaterem i obrońcą. Film oczywiście kończy się happyendem – pokonaniem szantażystów, pojednaniem małżonków, przeżyciem zdecydowanej większości niewinnych istnień.

Lecz tak naprawdę „Szklana pułapka” jest dla mnie filmem świątecznym z jeszcze innego powodu. Przypomina epokę w kinie akcji, która odeszła i – jeśli wróci – to pewnie nieprędko. Cóż to za epoka, którą – no cóż – przywołuję jako przykład tego, że na ogół lepiej było kiedyś, niż jest teraz?

Są filmy, podczas których nie ogarnia mnie nuda na odcinku czasu między jedną strzelaniną czy bijatyką a drugą. Są filmy, w których owe fajerwerki są płynnie zsynchronizowane z fabułą, a ich proporcja do dialogów jest odpowiednia. Są wreszcie filmy, które nie ulegają przepsychologizowaniu i nie sięgają do warsztatu kultury wysokiej w miejscach, gdzie niekoniecznie jest to potrzebne. Dramat głównego bohatera, jego trudne dzieciństwo, niejednoznaczność dobra i zła itd. Osobiście nie oczekuję od popkulturowych hitów tego samego, czego oczekuję np. od filmów Kieślowskiego. Chcę czuć głęboko, że to tylko film, a nie jedynie posiadać taką wiedzę.

Dzięki „Szklanej pułapce” świętuję – obcuję z dobrą tradycją i utwierdzam się w przekonaniu, że bycie miłośnikiem kina nie zawsze oznacza bycia na bieżąco z nowościami (o ile w ogóle się da).

Przedświąteczna kontrkultura

Święta sprzyjają rozmaitym akcjom zorientowanym przeciwko ludzkiej bezmyślności. Nie jestem fanatycznym obrońcą zwierząt, ale uważam, że niekoniecznie należy zaczynać zakupy od kupna żywego karpia i obnoszenia go po sklepach w reklamówce.

Nie brakuje oczywiście przykładów okołoświątecznego dbania o dobro ludzkiej rasy. Święta to większy ruch na drogach (i więcej niż przeciętnie okazji, by nie ograniczać się do pojedynczego gazu w aucie), święta to dodatkowe okazje do kradzieży, tej kieszonkowej i tej domowej (zwłaszcza w dobie bezmyślnego obwieszczania wszystkiego wszystkim na Facebooku), święta to – wreszcie – mnóstwo osób nie mających gdzie się podziać, bez bliskich, a nawet bez dachu nad głową. Problemy społeczne, które bądź to powstają w okolicach świąt, bądź to stają się wtedy bardziej widoczne, można by pewnie wymieniać długo.

Ja zwykle zwracam uwagę na jedną, która – z racji wiary i z racji zainteresowań – szczególnie przykuwa moją uwagę. Chodzi o bezmyślność klientów oraz (i tu jest problem – bo nigdy nie wiem, kiedy głupota, a kiedy cynizm) handlowców i speców od marketingu.

W tym roku przyłączyłem się do bojkotu jednej z sieci sklepów książkowo-filmowo-muzycznych, która na twarz swojej przedświątecznej kampanii wybrała osobę o twórczości i poglądach radykalnie antychrześcijańskich. Prowokacja? Chęć „udowodnienia”, że co ma piernik do wiatraka? Nie wnikam. Odpuściłem sobie zakupy właśnie w tym miejscu, myśląc – już po raz kolejny – że w popkulturze powoli maleje liczba rzeczy, które chciałbym konsumować i miejsc, gdzie pragnąłbym to robić.

Działania spod znaku kontry to także okazja do zatrzymania, także świątecznego. Niezgoda wiąże się z w końcu refleksją, z pójściem za głosem serca (i rozumu).

O wyższości postanowienia adwentowego nad noworocznym

Choć w świetle praw kościelnych, adwent stracił nieco ze swojego ascetycznego wymiaru, to jednak każdy katolik wciąż zachęcany jest do tego, by przeżywać go w sposób szczególny. Grudniowa liturgia nie pozwala zapomnieć o doniosłości radosnego oczekiwania na przyjście Jezusa (także to powtórne, podczas paruzji, o czym mówi się rzadziej). Co roku wraca też temat adwentowych postanowień. Poprzez artykuły w prasie, wywiady czy katechezy mądre głowy starają się nam przekazać, w którą stronę owe postanowienia mają iść i jak pogodzić je ze skrajnie antyascetyczną kulturą współczesną. Połączyć z ekologią? Zgrabnie zespolić z psychologią? Czemu nie.

Adwent ma też to do siebie, że stanowi ściśle określony, niespełna miesięczny okres. Wiemy zatem w jakiej sprawie i na jak długo zobowiązujemy się do danej rzeczy. To znacznie skuteczniejsze niż powiedzenie sobie – od poniedziałku nie robię tego i tego, albo od 1 stycznia robię to i to. No właśnie – bliska osoba uświadomiła mi, że postanowienie adwentowe nie musi być zakazem. Może polegać na tym, że codziennie ZROBIĘ coś dobrego. Jak niewiele trzeba, by nieco przeformułować swoją motywację.

Kwestia postanowień adwentowych wiąże się z dokonaniem wyboru i z odrobiną wglądu w siebie, a zatem – z zatrzymaniem się, przedświątecznym rzecz jasna, i pomyśleniem, jak ugryźć temat, by nie podjąć jedynie ascezy dla ascezy, wyrzekając się czegoś, co naszej duszy niekoniecznie zagraża.

Najlepiej ku górze

Tyle mówi się o tym, że święta są okazją, aby się zatrzymać. Owa „bożonarodzeniowa statyka” pojawia się w wielu przekazach – od tych głębokich po te banalne. Wiadomo – jesteśmy zagonieni; wiadomo – tysiąc spraw na głowie; cywilizacja i te sprawy. Chodzi jednak o coś więcej.

Gdyby większość z nas pędziła, by zrobić jak najwięcej dobra dla innych i siebie – problem byłby mniejszy. Póki co jednak warto wyhamować… w samoobronie. Po prostu. Tylko wtedy jest szansa, że zweryfikujemy sensowność naszych zakupów. Tylko wtedy doszukamy się czegoś w świątecznym hicie o przygodach Kevina (skądinąd wartościowej komedii). Nie mówiąc już o zatroszczeniu się o potrzeby drugiego człowieka i zadbaniu o żołnierską śmierć karpia. Warto też w momencie zatrzymania wznieść oczy ku górze, nie tylko wypatrując pierwszej gwiazdki. Już za rok znów będzie okazja.

About Author

Bartosz Sadliński

Bartosz Sadliński

Related Articles

Gazeta Prudnik24 – numer 115

Reklama

Reklama

Facebook

Komentarze

oli

Prudnik...minimalizm życiowy...

ewa

Jaka mać taka nać i tyle w temacie....

Tak od jakiegoś czasu mieszka się koszmarnie , podobna sytuacja miała miejsce na Morcinka i...

Pewnie sami się boją...