Prudnik24

Marek „Dżibi” Bień: Jestem punkiem, ale anarchia to utopia

Marek „Dżibi” Bień: Jestem punkiem, ale anarchia to utopia
17 marca
18:11 2016

O swojej najnowszej wystawie pt. „Przerażeni ludzie wpatrzeni w czerń” (można ją oglądać w galerii „Wykrzyknik” Prudnickiego Ośrodka Kultury), powodach popularności wśród młodzieży, postrzeganiu rzeczywistości, poglądach – także politycznych – mówi Marek „Dżibi” Bień w rozmowie z naszą gazetą.

 ROZMAWIA: MACIEJ DOBRZAŃSKI

W Prudniku z frekwencją na imprezach kulturalnych bywa różnie. Ty zawsze przyciągasz tłumy i to jest fenomen. Jak to robisz?

To nie jest fenomen. Po prostu mam dobry i częsty kontakt z młodzieżą. Mamy grupę plastyczną (Grupa „bo Po Co” – przyp.red.), ale też często prowadzę zajęcia w szkołach. Ostatnio np. w gimnazjach przez trzy tygodnie miałem pogadanki z uczniami na temat uzależnień, a później przez tydzień robiłem z nimi plakaty, które były pokazane podczas akcji o Beksińskim w Rynku.

Zawsze też szkoły przychodzą na moje wystawy i myślę, że im się to podoba. Sztuka nowoczesna, trochę prowokacji, czy nawet tzw. golizny – myślę, że na młodych to działa. Dlatego wydaje mi się, że to nie jest żaden „mój fenomen”.

Większość z nich znasz osobiście?

Tak naprawdę, to może jakieś 60% znam osobiście. Innych nie, ale kojarzę ich twarze ze szkoły. Wiadomo, że nie każdego, bo np. ostatnio odwiedziłem wszystkie 2. i 3. klasy gimnazjalne, więc tej młodzieży trochę się przewinęło.

Wszystkie prace na Twojej obecnej wystawie są nowe? Kiedy one powstały?

To mniej więcej ostatnie dwa lata. Zawsze miałem prędzej gotowe te prace, ale teraz działam z grupą plastyczną. Jesteśmy czasem gdzieś zapraszani, są też inne projekty, więc poświęcam sporo czasu „swojej” młodzieży. Do tego praca, więc mam mniej czasu dla siebie, także na malowanie.

Ile czasu średnio zajmuje Ci wykonanie jednego „obrazu”?

To zależy. Patrząc godzinowo, gdybym usiadł do grafiki, np. od szóstej rano, to praca, gdzie nie ma dużo kratek, zajmie około trzy dni. Wiadomo, że te krateczki to jednak dość czasochłonna sprawa.

Czy jesteś cały czas wierny tej jednej technice?

Ta kratka – jakby tkanka ludzkiej skóry powiększona pod mikroskopem – to jest taki „mój podpis”. Ale przy każdej kolejnej wystawie dodaję coś nowego. Teraz np. doszły też płótna, co też mi się spodobało, bo to jest wydruk i później jeszcze są one malowane. Robię teraz również węglem i akrylami. Bez sensu by było, gdybym cały czas robił to tą samą techniką. Mnie samemu by się to znudziło, więc muszę próbować czegoś nowego, żeby się rozwijać. Myślę, że na następnej wystawie będzie znów jakiś nowy motyw.

Na wykonanie tych obrazów trzeba przeznaczyć jakiś większy budżet?

Akryle są dość drogie, ale mam znajomych, którzy pracują w różnych firmach. Ostatnio, np. sprzedałem obraz do Anglii. W prezencie wysłał mi też paczkę z akrylami. Pozostałe materiały nie są jakoś specjalnie drogie. To są cienkopisy, ołówki, brystol. „Schodzi” też dość dużo gumek do mazania, bo rysunek nie zawsze wychodzi od razu.

Co właściwie robisz ze swoimi pracami? Tych wystaw było już dość sporo.

Dużo jest sprzedanych. Właściwie ludzie sami przychodzą. Albo po wystawach, czy, np. zobaczą gdzieś na Facebook’u i się zgłaszają. A część leży u mojej mamy i „archiwizuje się” (śmiech).

Czy zamierzasz tę wystawę pokazać także gdzieś poza Prudnikiem?

Zawsze daję ludziom zdjęcia z wystaw w Prudniku i często dostaję później propozycje, np. z ośrodków kultury z innych miejscowości. To tak samo się „nakręca”. Nigdy nie wysyłam zapytań, czy zrobią mi wystawę.

Jesteś już także rozpoznawalny. Ile już lat malujesz?

Będzie jakieś 18 lat. Na poprzedniej wystawie prudnickiej miałem spis, ile było wszystkich wystaw. Wczoraj znalazłem tę kartkę i wychodzi na to, że teraz jest już 24 wystawa.

Słyniesz też z dość oryginalnych tytułów. Czy to celowy zabieg? Sprawiają wrażenie wymyślanych dla zabawy, ale jednak przykuwają uwagę.

Tytuły absolutnie nie są dla zabawy. Ten obecny – „Przerażeni ludzie wpatrzeni w czerń” – też ma swój sens i mówi trochę o tym, co się dzieje w kraju. Powiem tak – nie jestem zwolennikiem PiS-u, ale też nie jestem za PO. Kiedy więc pani Janina Okrągły ufundowała naszej grupie plastycznej koszulki, i zaraz ktoś napisał, że jestem zwolennikiem PO, nie podobało mi się to. Jedni i drudzy to politycy, dla mnie poniekąd „samo zło”.

Mam na karku 40 lat, urodziłem się jeszcze za „komuny” i pamiętam wiele rządów, wielu prezydentów. Do tej pory nic mi w życiu nie zmienili na lepsze – dalej żyję na tym samym poziomie, jak kiedyś.

A grupa plastyczna też nie jest za żadną partią. Jedyna osoba, której odmówiłbym, gdyby chciała zafundować nam koszulki, to Korwin-Mikke. Reszcie nie. Bo te dzieciaki robią naprawdę fajną rzecz. I naprawdę chciały mieć te koszulki, a mnie nie stać, żeby wydać na to tysiąc, czy dwa tys. złotych. I gdyby ktokolwiek inny je kupił, byłoby na nich jego nazwisko.

To jak byś siebie określił ideowo?

Jestem punkiem. Ktoś nazwał mnie anarchistą, ale mam swój rozum i uważam, że kto wierzy w anarchię, jest głupi, bo to utopia. Nawet w stadach zwierząt znajduje się przywódca, który chce rządzić. Poza tym nie jestem wierzący, ale szanuję katolików – moja mama np. jest bardzo wierząca. Ale też mam swoje zdanie, to czy tamto nie podoba mi się. Teraz państwo stało się bardzo „katolickie”, takie jest moje odczucie.

A sztuka to jest po prostu odniesienie do rzeczywistości, która Ci się źle kojarzy?

Też. Dlatego sam tytuł powstał niedawno przed wystawą, po ostatnich wydarzeniach. Chciałem, żeby ludzie mówili, co o nim myślą, ale nikt nie skomentował. Tekst wiszący w maszynie do pisania – autorstwa zespołu „Strachy na Lachy” – też jest nawiązaniem do tytułu wystawy.

Jesteś zatem zdania, że sztuka nie musi uciekać od polityki. Że może być odzwierciedleniem tego, co się dzieje?

Owszem, ale jestem za tym, żeby nie było to tak dosłownie. Że jeśli ktoś jest zwolennikiem tego, czy tamtego ugrupowania, to będzie malował obrazy tylko „pod to”. Ja szanuję, lubię wszystkich ludzi. Podczas manifestacji przeciw imigrantom swoje powiedziałem, ktoś inny powiedział swoje –  wymieniliśmy poglądy. Od każdego można się czegoś nauczyć. Ale wydaje mi się, że na świecie jest za mało ludzi tolerancyjnych, chcących rozmawiać, także o swoich poglądach. Gdyby to była nawet lekka kłótnia, nie ma sprawy. Ale potem rozstajemy się, będąc przyjaciółmi.

Dzięki za rozmowę.

 

 

 

Gazeta Prudnik24 – numer 195

Reklama

Reklamy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook