Prudnik24

Nie tylko „Mury” – felieton Bartosza Sadlińskiego

Nie tylko „Mury” – felieton Bartosza Sadlińskiego
Luty 05
13:48 2017

W ostatnim felietonie wspominałem – przy okazji refleksji dotyczących Eryka Murlowskiego – o Jacku Kaczmarskim. Dziś parę słów o tym wybitnym, zmarłym przed prawie trzynastoma laty (również przedwcześnie) artyście. Temat – owszem – lokalny nie jest; niech zatem będzie to wyjątek, tym bardziej że – no właśnie – jak przekonałem się podczas jednej z facebookowych rozmów, fanów pieśniarza nie brakuje także w naszym mieście.

Jestem z pokolenia, które – parafrazując samego Kaczmarskiego – słucha jego pieśni nie przez filtr polityczny, a przez filtr egzystencjalny. On sam zresztą – jeśli wykluczymy kokieterię – nie planował, a nawet nie chciał stać się „bardem Solidarności” (zresztą jego słynne „Mury” to koronny przykład tego, jak utwór przestaje być własnością autora, jak żyje własnym życiem, a jego sens zostaje wręcz wypaczony – wystarczy wsłuchać się w ostatnie słowa tego „przeboju”). Nie lekceważę socjologicznego fenomenu, jakim była twórczość Kaczmarskiego, skupiam się jednak przede wszystkim na jej kulturowych odniesieniach. A jest ich mnóstwo.

Na początek – zdolności autora w zakresie pastiszu i stylizacji. „Jan Kochanowski”, „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”, „Aleksander Wat”, „Ostatnie dni Norwida” – to tylko niektóre przykłady tekstów, w których Kaczmarski próbował wczuć się w język i psychologię danej postaci, często autentycznej (jak w powyższych przykładach), choć zdarzały się także fikcyjne – np. „Robinson Cruzoe”. Tego rodzaju pisanie to zresztą świetne… ćwiczenie: należy wcielić się w kogoś innego i w ten sposób przekazać to, co samemu chciałoby się powiedzieć. Choć te dwie rzeczy nie muszą iść ze sobą w parze, w przypadku Kaczmarskiego – jak sądzę – jak najbardziej szły. Teksty podszyte były jego osobowością, wrażliwością, choć na pierwszy rzut oka (i ucha), mówił on głosem kogoś innego.

Kolejna rzecz – Biblia. Mimo że pieśniarz chrzest przyjął dopiero na łożu śmierci, a wcześniej dało się wyczuć w jego twórczości antykościelne zapędy, znakomicie radził sobie z literackimi interpretacjami biblijnymi. Utwory takie jak „Sara”, „Dzieci Hioba”, „Strącanie aniołów” czy „Walka Jakuba z Aniołem” to moje ulubione przykłady. Oczywiście – nie są to interpretacje kanoniczne, Bóg jawi się nieraz jako okrutny sędzia, może nawet ktoś kapryśny (da się tu zauważyć świadome lub podświadome nawiązania do rządów totalitarnych), ale trudno zaprzeczyć, że stoi za tym erudycja, odwaga w stawianiu pytań, może swego rodzaju kłótnia ze Stwórcą (lepsza poniekąd niż obojętność).

Trzecia sprawa – wymiar egzystencjalny, trudno znaleźć utwór Kaczmarskiego, w którym tej płaszczyzny się nie wyczuwa. Kto lubi poetów wyklętych, powinien znaleźć coś dla siebie. Kto postrzega poezję jako pole walki ze słabościami, z niesprawiedliwością, z pytaniami, na które nigdy nie będzie prostej odpowiedzi – ten już jest potencjalnym odbiorcą wybitnego pieśniarza. On sam miał zresztą burzliwe życie: wiele lat spędził na emigracji, zmagał się z uzależnieniem od alkoholu, jego życie osobiste szło generalnie dosyć krętą drogą. Jak sam twierdził – sukces przyszedł zbyt szybko i znacznie opóźnił jego dojrzewanie.

Wchodząc w biografię Kaczmarskiego, naprawdę trudno go zaszufladkować; jego poglądy na pewne sprawy zmieniały się, np. po 1989 roku potrafił subtelnie wyzłośliwiać się na Solidarność. Robienie z niego „barda prawicy” to także rzecz, której – szczerze mówiąc – nie czuję, choć bliskie są mi zarówno nurt prawicowy, jak i twórczość pieśniarza.

Jak to bywa w tym gatunku – czuję, że temat zaledwie liznąłem. Bohater mojego tekstu był przecież także powieściopisarzem („Autoportret z kanalią”, „Plaża dla psów”, „O aniołach innym razem”, „Napój Ananków”), znał kilka języków obcych, pracował w Radiu „Wolna Europa”, nawet jego teksty (prawie zawsze śpiewał swoje) mają znacznie szerszy zakres tematyczny niż to przedstawiłem. Historia, mitologia, malarstwo, przekłady (swobodne, ale jednak) z rosyjskiego, a do tego szeroko pojęty nurt pijacki – sporo tego było. No i współpraca z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim – to też temat-rzeka.

Jeśli chodzi o minusy twórczości Kaczmarskiego – hm – jak dla mnie wiążą się one z niecierpliwością autora, o której zresztą można przeczytać w jego biografii autorstwa Krzysztofa Gajdy; ta cecha rzutowała też na twórczość. Niosła ona – jak się zdaje – niezgrabne, czasem nielogiczne konstrukcie typu „krtań lufy pusta łaknie znów pocisków smaku” (z utworu „Czołg”), łatwo też natknąć się na szyk przestawny czy tzw. rym częstochowski. Uważam więc – po ładnych paru latach wahania – że teksty poetyckie tego wybitnego autora poważnie tracą, gdy zabierze im się muzykę (notabene często pisaną przez Kaczmarskiego).

Bartosz Sadliński – dziennikarz, współpracował z wieloma lokalnymi gazetami, obecnie pisze do „Panoramy Bialskiej” i „Strzelca Opolskiego”; jest też przewodnikiem na zamku w Mosznej

About Author

Bartosz Sadliński

Bartosz Sadliński

Related Articles

Gazeta Prudnik24 – numer 111

Reklama

Reklama

Reklama

Facebook

Komentarze

po ustaleniu zwyrodnialca ustawić jako cel na strzelnicy niech strzelają w ten nic nie warty...

Brawo!!! w końcu ktoś się za to trucie bierze. W okresie grzewczym nie idzie wyjść...

Nieźle zryte berety. Kto ich wybiera - i jeszcze im za takie pomysły płacą....

LOL

Drogi Panie Maćku ! Tu nie o wielkość strefy chodzi, lecz o efektywność działań Gminy...