Prudnik24

Zawsze chciałem coś zrobić w Polsce

Zawsze chciałem coś zrobić w Polsce
Lipiec 13
12:22 2017

Bronisław Łagowski kupił rozsypujące się schronisko na Górze Chrobrego. Na stałe mieszka w Chicago. Odwiedziliśmy go z naszą kamerą i zapytaliśmy o plany związane z inwestycją.

W CHICAGO ROZMAWIA: MARIUSZ STUDZIENNY

Skąd pomysł na zakup tego schroniska?

Wyszło to raczej spontanicznie. Zawsze chciałem coś zrobić lub kupić w Polsce, a przypadkowo byłem w Rynku i zobaczyłem w jednym z biur ogłoszeniowych taką ofertę. Bardzo mnie to zainteresowało i od razu pojechałem do Głuchołaz, gdzie burmistrzowie wraz z panią naczelnik miło mnie przywitali, dając od razu transport do dawnego schroniska. To, co zobaczyłem, faktycznie było w opłakanym stanie, ale postanowiłem, że się tym zajmę, bo coś urzekło mnie w tym miejscu.

Będzie Pan tym zarządzał z Chicago?

Na okres remontu wracam do Polski. Chciałbym, aby pierwsze prace zaczęły się już na początku września. Mamy już gotowy cały projekt. Przygotowaliśmy go wraz z moim inżynierem, wszak mam tu na miejscu firmę budowlaną.

Sięgnijmy zatem do tej historii. Jak to się stało, że Pan tu jest w Chicago i czym się Panu tu zajmuje?

Kiedy przeszło 30 lat temu przyjechałem do Ameryki, zajmowałem się różnymi pracami. W końcu zająłem się konstrukcją stalową. W centrum Chicago dokładamy swoją cegiełkę do budowy budynków, wykonujących w nich wszystkie elementy stalowe. Udało się też postawić nowy, piękny kościół cystersów na południe od miasta. Robiłem całą konstrukcję tej budowli (uśmiech).

Rozumiem, że ten biznes się spokojnie toczy, jak to w Stanach Zjednoczonych, nie musi się Pan już o nic martwić, dlatego myśli  Pan o czymś innym, stąd pomysł na renowację schroniska?

Dokładnie. Tu teraz biznesem będzie zajmował się mój syn, który jest już wdrożony w tą tematykę, ponieważ pracuje w branży 19 lat. A ja już mam swój wiek, za pieniędzmi nie muszę dzięki Bogu latać, teraz chcę zrobić coś na polskiej ziemi.

Ale schronisko nie będzie na konstrukcji stalowej? (śmiech)

Nie, nie (śmiech). Tu wszystko zostanie pod tym względem tak, jak było, ale możliwe, że zrobimy coś, by obiekt jeszcze ładniej się prezentował.

Rozumiem, że główny projekt Pan ma, jak więc to będzie wyglądało? Czy główna bryła budowli – wieża i otoczenie wokół – pozostanie?

Na pewno będzie kilka pokoi, jakieś mieszkanko, żeby można się było tam zatrzymać no i oczywiście przestrzeń dla turystów, żeby mogli przyjść, odpocząć, coś się napić, bo szkoda takiego pięknego miejsca.

Przypominam sobie jak przed dwudziestoma laty można było tam zjeść coś, wypić kawę. Pamięta Pan to schronisko z tamtych czasów?

Choć urodziłem się blisko Głuchołaz, tak się złożyło, że nie dane mi było być w schronisku wtedy, gdy jeszcze funkcjonowało.

A więc ruszacie we wrześniu.

Tak, szykuję już ekipę, będę bazował na ludziach, którzy już tu, w Ameryce, ze mną pracowali, ponieważ mają niezbędne doświadczenie. Na ten okres chcę ich ściągnąć do Polski, chociaż część.

Ile może potrwać proces przywracania schroniska dla turystyki?

Około roku. Trzeba doprowadzić tam prąd, zrobić kanalizację. Tam jest całkiem surowy stan, w tej chwili niczego tam nie ma. Zastanawiamy się teraz jak najlepiej wykonać projekt i jakich materiałów użyć. Myślimy nad wykorzystaniem paneli słonecznych.

Przeprowadzi się Pan do tego schroniska?

Nie bezpośrednio, ale będę w pobliżu. (uśmiech)

Nie obawia się Pan, że jednak nie jest to coś, co przyniesie pieniądz i udany biznes? Schroniska jednak różnie funkcjonują.

Zobaczymy. Na razie nie muszę się martwić o pieniądze, bo te mam. Tak jak mówiłem, tu w Ameryce dużo zrobiłem, a teraz czas na działania w Polsce.

Zapewne zdaje Pan sobie sprawę z faktu, że od lat wiele osób zastanawia się, dlaczego ten obiekt nie funkcjonuje i podchodzi do dawnego schroniska z sentymentem. To jest dla lokalnych mieszkańców ważna sprawa.

Przyznaję, że też odczułem sentyment do tego miejsca.

Oszacował już Pan koszty związane z modernizacją?

Sądzę, że całość nie powinna wynieść więcej niż 800 tysięcy zł.

Co z drogą dojazdową?

Tu będę trzymał za słowo panów burmistrzów, którzy obiecali, że we współpracy z nadleśnictwem postarają się ten temat załatwić. Helikopterem byłoby tam jednak trudno dojechać (śmiech).

W Czechach pod niemal każde schronisko można podjechać autem. Myśli Pan, że byłoby to również tutaj dobrym rozwiązaniem?

Zrobienie asfaltówki wiązałoby się z olbrzymim kosztem, więc raczej wykluczamy taką możliwość. Nie ma też potrzeby, aby było tam dużo spalin. Sprawę można rozwiązać np. poprzez jakąś kolejkę, która dowoziłaby ludzi.

Myśli Pan o infrastrukturze wokół obiektu?

O tym pomyślimy w swoim czasie, wszystko zależy od tego, jak będzie przebiegała współpraca z gminą, jakie będzie zapotrzebowanie. Na razie potrzebuję przy tym projekcie dużo spokoju, a jak to się osiągnie, wtedy można będzie zrobić dużo więcej. Powiem, że kwestia pozwoleń budowlanych już pozytywnie została wszczęta w starostwie powiatowym w Nysie.

W przyszłości w obiekcie będą organizowane np. wesela?

Zobaczymy (uśmiech). Na razie idziemy w kierunku schroniska.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.


Za: glucholazyonline.com

Spisał: Maciej Dobrzański

About Author

Maciej Dobrzański

Maciej Dobrzański

Related Articles

Gazeta Prudnik24 – numer 119

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Facebook

Komentarze

PPS

Fajnie że jest jakiś pomysł na funkcjonowanie szpitala ale czy to dobry kierunek... Zdecydowanie nie!...

Nareszcie coś się dzieje........

Niby dobre miejsce na taka inwestycje ale z drugiej strony co to za centrum przesiadkowe...

Prudnik podobnie jak wszystkie miasta cierpi na brak parkingów, ale pierwszy raz słyszę aby parkingi...