Prudnik24

Historia skalowalna

Historia skalowalna
Sierpień 09
20:11 2017

„Historia ogólna jest bardzo ogólna. A my chcemy wydobyć piękno naszego regionu, tych naszych miejscowości” – autorem tego bezpretensjonalnie zaczynającego się aforyzmu był Eryk Murlowski (1960–2013). Ten krótki tekst posłużył jako motto książki Roberta Hellfeiera „Smolarnia. 350 lat historii” (wydanie pierwsze – 2014). Lokalni dziejoznawcy – osoby, które w historii szukają czegoś bliskiego, namacalnego… Pytają, co znaczą dla nas, tu, miejscowych, te wszystkie kongresy wiedeńskie, konferencje jałtańskie, zaciągi do tej czy innej armii. Jak to się wszystko ma do lokalnych kościołów, kapliczek, dzwonów, mogił, zajazdów, młynów czy kuźni. Pójść, pojechać, dotknąć – tak podobno najlepiej poznaje się historię, wiedzą to turyści, których oprowadzam (przynajmniej ci bardziej kumaci, którzy oczekują czegoś więcej niż legend pisanych na kolanie).

Historyków-regionalistów na lokalnym podwórku nie brakuje. Dragomir Rudy napisał sporo artykułów o ziemi głogóweckiej, przywoływany na początku Robert Hellfeier – o północnej części gminy Strzeleczki; Joachim Himanek zajmuje się Ligotą Bialską, ks. Gerard Tyralla – podobnie; Tomasz Heda przygotował niedawno książkę o parafii Łącznik, Jacek Cielecki o 20. Dywizji Grenadierów SS (wątki lokalne – a jakże); Franciszek Dendewicz zajmuję się Szybowicami, Eryk Murlowski – badał Chrzelice i okolice, ks. Manfred Słaboń – eksploruje gwarę śląską. Przykłady można by jeszcze mnożyć. Ks. Wolfgang Globisch, Radosław Roszkowski, Henryka Młynarska, Józef Müller – itepe, itede. Nie mówiąc już o ludziach robiących to instytucjonalnie – tu od razu przychodzi na myśl dr Wojciech Dominiak.

No właśnie. Trudno nie zauważyć, że nadreprezentację stanowią historycy nieprofesjonalni. Na ten temat rozmawiałem kiedyś z Romanem Sękowskim, cenionym historykiem, byłym dyrektorem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Opolu (materiał przewidziany do publikacji). Zwrócił on uwagę na to, że amatorscy badacze – choć niewolni od gaf w swoich tekstach – rzadko mają tak naprawdę konkurencję. „Kiedyś napisałem, że historyk profesjonalista z tytułami nie potrafi napisać solidnej kroniki wsi. Trzeba mieć kontakty ze środowiskiem, siedzieć w tym” – powiedział mój rozmówca. Osobiście ceni on dziejoznawców-amatorów, choć uważa, że powinni oni ograniczyć sie do faktografii, nie ryzykować prób wyciągania głębszych wniosów. Zaszkodzić może nieznajomość wcześniejszych epok historycznych, konteksu. Ograniczać jest w stanie – i to bardzo – niewładanie językiem niemieckim (bez tego w zasadzie trudno studiować historię naszych ziem). Roman Sękowski – choć świadomy mankamentów, których nosicielami są dziejopisarze bez tytułów naukowych – bronił ich  (jak przyznaje) przed kolegami po fachu.

Na usta ciśnie się oczywiście złote rozwiązanie brzmiące: „niech historyk-amator konsultuje swoje prace z historykiem-profesjonalistą”. To jednak nie jest takie proste: współpraca musiałaby być pogłębiona. Gdy profesjonalista nie siedzi w danym temacie, nie wystarczy mu rzut okiem. No i problem kolejny – lokalni, nieprofesjonalni badacze nieraz po prostu „wiedzą swoje”; jak Joachim Himanek w sprawie nazwy miasta Prudnik – polemizujący jakiś czas temu z dr. Wojciechem Dominiakiem, czy Eryk Murlowski – spierający się z Romanem Sękowskim o templariuszy w Chrzelicach. Z drugiej strony wspomniany Murlowski szczycił się tym, że przyłapał profesjonalistów na błędach (artykuł „Historyczne pomyłki” w zbiorze „Przejście do historii”, rok 2015, s. 29–33). Sporu o to, kto lepszy – dziejobadacz zawodowy czy nie – nie jest łatwo rozstrzygnąć. To trochę jak z medycyjną konwencjonalną i alternatywną. Trudno potępić zdecydowanie jedną czy drugą; rozwiązaniem jest solidna współpraca. Osobiście blisko mi do tego, co przebadane, dalekie od „fotelowych” przemyśleń.

Komu natomiast przede wszystkim poleciłbym zainteresowanie się lokalną historią? Tym, którzy zamiast rywalizować z dużymi graczami wolą znaleźć sobie niszę i nie mieć w niej konkurencji. Ci, którzy pragną większego zakotwiczenia, zakorzenienia swojego jestestwa, też pewnie znajdą w tej pasji coś dla siebie. Nie mówiąc już o możliwości doszperania się do zapomnianych bohaterów (nie tylko tych militarnych, ale też tzw. herosów codzienności), którzy raczej nie znajdą się w książkach Normana Daviesa.

Gazeta Prudnik24 – numer 124

Reklama

Reklama

Reklamy





Facebook

Komentarze

Art. 13. 1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz,...

Moje stwierdzenie będzie bardzo przykre ale powodowane własnymi doświadczeniami. Wszystkie sprawy będą umorzone z...

Xyz

Ludzie maja pilnować swoich aut ? A od czego mamy policję !? Czy naprawdę...

kurwa kamere macie! psy!...