Prudnik24

Szlachetne lub mniej

Szlachetne lub mniej
Sierpień 20
22:26 2017

Wracamy do rozkmin lokalnojęzykowych, dziś już w sensie nieco szerszym niż onomastyka – aczkolwiek o tym też co nieco jeszcze będzie: weźmy np. nazwy Trzebina i Radostynia. Ta pierwsza odmieniana jest nieraz jako „Trzebini”
(w czym?), „Trzebinią” (z czym?), zamiast „Trzebinie” i „Trzebiną”. Pierwszy sposób deklinacji powinien dotyczyć
raczej oddalonej o prawie dwadzieścia kilometrów Radostyni (w dopełniaczu, celowniku itd. – jedno „i”, jak w przypadku nazwy Gostomia).

Usługi korektorskie to dzisiaj sprawa problematyczna. Wolny zawód – teoretycznie może to robić każdy; oczywiście mile widziany jest ktoś po studiach polonistycznych – generalnie jest to prawda, choć warto wystrzegać się myślenia pt. „dam tekst poloniście do sprawdzenia, jakby co – ktoś po studiach filologicznych rzucił okiem, będzie dobrze”. Cóż, nie każdy informatyk jest programistą, nie każdy psycholog terapeutą etc. Podobnie z polonistyką i korektorowaniem. Studia coś już dają, ale potrzebny jest poligon doświadczalny, nieraz wejście w język branżowy itd. Jest jednak zjawisko bardziej niebezpieczne niż bałwochwalcze czczenie dyplomu filologii polskiej. Chodzi o zakładanie, że coś takiego jak korekta tekstu to zawracanie głowy (lub – co gorsza – innej części ciała). Miałem epizod z pisaniem do „Nowin Krapkowickich”, pozwoliłem sobie wtedy schepać na łamach tej lokalnej gazety tablicę informacyjną (turystyczną) stojącą koło miejscowej przystani. Ja wiem, że wiele osób nie widzi różnicy między dywizem a półpauzą (myśliczkiem krótkim i dłuższym)… Wiem również, że odstępy
międzywyrazowe w postaci więcej niż jednej spacji nie robią prawdopodobnie na większości czytelników wrażenia… Są jednak tacy, którzy… No właśnie… Nie jestem – wbrew pozorom – językowym konserwatystą, lubię lingwistyczne udziwniania; ale te robione świadomie. Nie chcę też pielęgnować frustracji jak Adaś Miauczyński w słynnej scenie
na plaży, gdzie wypunktowuje jak polska mowa masakrowana jest w telewizji (motyw z filmu „Dzień Świra”). No ale jakieś minimum przyzwoitości by się przydało. Inna rzecz, że być może czytelnicy nie wychowują autorów – za to uczą ich, że jak zapiszą, tak będzie dobrze. No i zataczamy koło. Inny przykład – z jeszcze bardziej lokalnego podwórka – dwie antologie poplenerowe, do których byłem zaproszony ze swoimi wierszami. Chodzi o „Polsko-czeski almanach poetycki” (Prudnik 2013) oraz „Prudnik. Miasto pogranicza” (Prudnik 2014). Ładne wydanie, kolorowa okładka, śliski papier, fajna czcionka; ale warstwa językowa na zasadzie „dżudo jak się udo”. W takich sytuacjach trudno oprzeć się wrażeniu, że pieniądze unijne jakoś łatwiej się wydaje, lżejszą ręką…

Tak, wiem, nie zawsze i nie wszędzie… W Prudniku z publicznego wytykania błędów językowych słynie Marek Karp, dziennikarz i społecznik. Kiedyś np. na spotkaniu autorskim z Wojciechem Ossolińskim zapytał o związek kultury z rurą (bo na plakacie napisano „ośrodek kulrury”). Pytanie było oczywiście retoryczne, choć takich związków można się – w miarę pobudzania wyobraźni – doszukiwać. Kultura może być rurą, którą popłyną różne rzeczy: szlachetne lub mniej. Grunt, by nie były to ścieki.

Gazeta Prudnik24 – numer 122

Reklama

Reklama

Reklamy







Facebook

Komentarze

Luk

Próg może i zwiększa bezpieczenstwo ale za to może pogorszyć zdrowie. Mianowicie auta hamujące...

Starostwo informuje w internecie a oznakowania brak. 14.11.2017 większość kierowców musiała zawracać spod wiaduktu...

Dla takich tekstów lubie czytac ten portal...

Dla takich tekstów lubie czytac ta strone...