Prudnik24

Książka, która szczerością rzuca na kolana

07 maja
12:38 2011

Amerykański dziennikarz David Rieff w książce „W morzu śmierci. Wspomnienie syna” opisał walkę Susan Sontag, swojej matki, ze śmiertelną chorobą. Efekty jego pracy rzucają na kolana. Powala w tej książce jej szczerość i piękny opis relacji syna ze śmiertelnie chorą matką.

Podejmujące decyzję o napisaniu tej książki, David Rieff podjął się nie lada wyzwania. Po pierwsze, w dzisiejszych dyskursach popkultury śmierć jest zupełnie nieobecna. A jeśli już się pojawia, to tylko jako coś zupełnie egzotycznego. Coś, co jawi się w oddali na horyzoncie, ale jest zwykłym fantomem, o którym nie wolno nawet myśleć. Bo po co? Lepiej żyć, na potęgę konsumować, bawić się i nie myśleć o tym, co nieuchronne. Biec bez celu jak lemingi…

Znaleźć język, którym można by publicznie opowiedzieć o śmierci matki bez ocierania się o ckliwość czy tani melodramatyzm – to było zadanie trudne, jeśli nie karkołomne. Autorowi „W morzu śmierci…” ta sztuka się udała. Nie popadł ani we łzawe wspominki, jak to „matka wielkim człowiekiem była i chorobie dać się nie chciała”, ani w cyniczną opowiastkę, którą można by streścić jednym zdaniem: „Tak było, opowiadam to na zimno”. David Rieff znalazł język nieco zdystansowany, ale też pulsujący emocjami i do szpiku przesycony intymnością. Z kart tej książki da się momentami wyczuć dystans, na który autor chciałby się oddalić, by wspomnieć zmagania matki ze śmiercią bez emocji. Ale nie zawsze ta sztuka mu się udawała, co jego książce tylko dodaje charakteru i wyjątkowości.

Drugą rzeczą, o którą Rieff mógłby się rozbić, byłby zarzut o żerowanie na śmierci własnej matki, by zarobić parę groszy. Nasza kultura jest może ekshibicjonistyczna i promuje różne warianty „obnażania się”, ale o śmierci bliskich mówić raczej nie wypada. Takie sprawy należy zostawić w intymnym, rodzinnym gronie. Warto przypomnieć tu casus polskiej wokalistki, Justyny Steczkowskiej. Diva kilka lat temu dała sobie zrobić sesję fotograficzną na jednym z warszawskich cmentarzy, przy rzekomym grobie ojca. Już wtedy spadły na nią gromy krytyki i pomyj, że „robi PR na rodzinnej tragedii”. A gdy okazało się, że nie było to miejsce spoczynku jej ojca, wtedy artystkę wręcz zmiażdżono. Głosu krytyki nie było za to słychać, gdy w tabloidach ukazały się zdjęcia nagusieńkiej Steczkowskiej, wypoczywającej nad tureckim morzem. Bo takie obnażanie uchodzi i jest pożądane. Słowem, goła d… tak. Śmierć – pod żadnym pozorem nie.

Davidowi Rieffowi udało się ominąć te zagrożenia szerokim łukiem. I stworzył książkę, która – nie bójmy się wielkich słów – jest po prostu piękna. Rieff opisał w niej ostatnie lata życia Susan Sontag, swojej matki. Sontag, która zapisała się w kartach historii jako wybitna eseistka i intelektualistka, przez ponad trzydzieści lat borykała się z chorobą nowotworową. Dzięki sile woli udało się jej pokonać raka piersi. Później jednak choroba znów się o nią upomniała. Na początku XXI wieku zachorowała na kolejny nowotwór… Później zdecydowała się na eksperymentalne leczenie, które wywołało białaczkę – tego Sontag nie wytrzymała. W grudniu 2004 roku choroba okazała się silniejsza i Susan Sontag zmarła.

Rieff był w tym czasie o boku matki. W książce opisał jej walkę o zdrowie, jej gorącą wiarę w to, że uda się przeżyć. Pokazał potęgę racjonalnego umysłu, który nie spoczął nawet w obliczu śmiertelnej choroby. Autor wspomina, jak Sontag analizowała internetowe portale medyczne i fachowe podręczniki, jak sporządzała notatki z tych lektur. A wszystko po to, by swoją chorobę lepiej zrozumieć i zachować wiarę, że można ją pokonać. I choć rak okazał się silniejszy, opisana we wspomnieniach Rieffa postawa Susan Sontag ma wszelkie dane po temu, by stać się wzorem do naśladowania. I to nie tylko dla lżej lub ciężej chorych. Ale też dla wszystkich wypalonych, życiem zmęczonych, znudzonych. Bo Sontag zdaje się mówić z kart tej książki, że każda chwila w życiu jest bezcenna i że z każdej trzeba korzystać. A tej postawy nie powinna zmienić żadna, nawet najbardziej dramatyczna informacja czy okoliczność, w którą zostaniemy – przypadkiem lub z własnej woli – uwikłani.

Co warte podkreślenia, David Rieff nie nakreślił w tej książce portretu matki-heroski. Przedstawia Sontag taką, jaką ją zapamiętał. Opisał ją jako osobę waleczną, ale też momentami całkowicie rozstrojoną psychicznie i dającą się tym we znaki wszystkim, którzy ją wspierali. Jako racjonalną do ostatniej chwili myślicielkę, która w chwili trwogi nie prosi o pomoc Boga, od którego uciekała przez całe życie.

Autor książki nie stroni również od refleksji nad swoją postawą wobec umierającej matki. Szczerze wspomina, że nie zawsze potrafił pomóc jej tak, jakby tego oczekiwała. I, co gorsza, tak jak sam chciałby jej pomóc. Pisze o blokadzie emocjonalnej, o mieszance gorących uczuć z chłodem… Te intymne, gorzko szczere wspomnienia chwytają za serce. To nie są wspominki mające ruszyć emocje wątpiących w sens życia nastolatków. To opowieść dojrzałego mężczyzny, który wspominając śmierć swojej matki próbuje się rozliczyć ze swoimi czynami z chwili, gdy umierała. Takich szczerych aż do bólu wyznań nie uświadczysz we współczesnej literaturze.

Łukasz Andrzejewski, mój przyjaciel z „Krytyki Politycznej”, po lekturze tej książki powiedział krótko: „Jestem wbity w fotel”. Podzielam jego zdanie. Nie jest to literatura lekka, łatwa i przyjemna. Przeciwnie, to opowieść momentami mroczna i przygnębiająca. Przypominająca o tym, co nieuchronne i budząca z rozkosznego snu, w jaki nietrudno zapaść w realiach ponowoczesności. Snu o życiu lekkim, wygodnym, łatwym i przyjemnym. I co najważniejsze – jakoś tak podświadomie niekończącym się. Bo przecież nie da się ukryć, że gdzieś podskórnie współczesna kultura przemyca myśl, że to wszystko, co mamy, to tak jakby na stałe. Że żyjemy. I już. David Rieff książką „W morzu śmierci” z tego snu wybudza. Dając w zamian kawał porządnej literatury i opowieść o prawdziwym życiu, które warto godnie przeżyć. I godnie umrzeć.

David Rieff, „W morzu śmierci. Wspomnienie syna”, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009.

Łukasz Maślanka

Gazeta Prudnik24 – numer 259

Reklamy





 

Reklamy











Facebook