Prudnik24

Wdzięczność dzieci jest największą nagrodą

Wdzięczność dzieci jest największą nagrodą
31 stycznia
08:28 2014

Prezentujemy rozmowę z prudniczanką, prowadzącą od dwóch lat, wraz z mężem, rodzinę zastępczą. Pod jej opieką znajdują się dzieci w wieku od 1 do 10 lat. Ze względu na ich dobro, rodzice zastępczy postanowili pozostać anonimowi, niemniej bardzo chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami w opiece nad dzieciakami, a także gorąco zachęcić inne rodziny z terenu powiatu prudnickiego, do podjęcia się tego szczytnego zadania. Liczba rodzin zastępczych jest wciąż niewystarczająca i warto, aby na terenie powiatu prudnickiego było ich coraz więcej. Rodziny zastępcze to bowiem wciąż rzadkie zjawisko zarówno w Prudniku, jak i w całym województwie, a przecież stanowią one znakomitą  alternatywę dla domów dziecka. Matka zastępcza w rozmowie z naszą redakcją kilka razy podkreślała różnicę w funkcjonowaniu dzieci wychodzących w dorosłe życie po pobycie w domu dziecka, od tych, które miały szczęście znaleźć się w rodzinach zastępczych, dających poczucie posiadania prawdziwej rodziny. Na stronie prudnickiego PCPR-u możemy przeczytać m.in.: „Jeśli nie jest Państwu obojętny los dziecka, które jest pozbawione czasowo lub trwale opieki rodzicielskiej, jeśli kochacie Państwo dzieci i macie odpowiednie warunki do ich wsparcia, możecie pomóc. Są tysiące dzieci, które czekają na Waszą decyzję. Możecie Państwo zyskać coś najcenniejszego: miłość małego człowieka.” Tą opinię potwierdzają nasi rozmówcy, prowadzący rodzinę zastępczą, podkreślając, że „najpiękniejsze momenty to te, kiedy widzimy wdzięczność w oczach dziecka”. Przyjrzyjmy się zatem ich historii i motywom, jakie wpłynęły na podjęcie się przez nich tego wymagającego, aczkolwiek dającego olbrzymią satysfakcję zadania. 

[block]

Drodzy Państwo, skąd wzięła się decyzja o założeniu rodziny zastępczej?

To przyszło samo z siebie. Pomysł o prowadzeniu rodziny zastępczej wziął się po lekturze gazety, którą wzięłam do ręki zupełnie przypadkowo, choć już kiedyś z mężem ustaliliśmy, że gdy tylko zdrowie nam na to pozwoli, to zajmiemy się opieką i wychowaniem dzieci, by owocnie przeżyć dalsze wspólne życie. Wówczas zostaliśmy skierowani na kurs do Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Opolu. Na początku postanowiliśmy zająć się tylko jednym dzieckiem, ale dziewczynka, którą chcieliśmy wziąć, została skierowana do pogotowia opiekuńczego. Ostatecznie więc zajęliśmy się dwoma chłopcami. Sama nie wiem, jak to się stało, to chyba los, bo jaki już wspomniałam, planowaliśmy tylko jedno dziecko. Okazało się jednak, że chłopczyk,  którym mieliśmy zamiar się opiekować, ma brata. Po chwili namysłu wzięliśmy więc i jego. Po paru miesiącach okazało się ponadto, że dziewczynka decyzja sądu została skierowana do rodziny zastępczej, więc nie odmówiliśmy opieki także nad nią. To było dziecko po strasznych przejściach, do dziś mam przed oczami zdjęcie, na którym widać ślady po jej pobiciu. Tak więc to przebiegało, a potem stopniowo ilość dzieciaków wzrastała.

Jak rozumiem, głównym i najważniejszym celem, leżącym u podstaw Państwa decyzji, była więc chęć czynienia dobra. Czy zatem jest to rodzaj jakiejś swoistej misji, pewnego powołania?

Owszem, można tak to określić. Powiem więcej, nawet kiedy mój mąż zachorował, postanowiliśmy, że gdy tylko odzyska siły, postaramy się o utworzenie przez nas rodziny zastępczej.  

Jaki element związany z opieką nad dziećmi określiłaby Pani jako najtrudniejszy?

Jest tylko jedna taka rzecz: uważam, że rodziny zastępcze nie powinny brać udziału w procesach sądowych. Wszystkie te emocje i stresy związane z wizytami w sądzie nie powinny być naszym udziałem. Moją rolą jest opieka nad dziećmi, a nie chodzenie po sądach. Nie jestem psychologiem ani pedagogiem, i sądzę że opinie tych specjalistów należałoby brać pod uwagę w sądzie, a ja mogę mówić o obserwacjach, jakie dostrzegam w codziennym funkcjonowaniu dzieci. Nie jest też komfortowe słuchanie, co przeżyli rodzice danego dziecka. Tak więc to powinno zostać w gestii np. psychologów, którzy ze względu na swoje wykształcenie mogą wypatrzeć te wszystkie czynniki, których ja nie zdołam zauważyć i profesjonalnie zdiagnozować. Panie z PCPR-u są pomocnymi osobami z ogromną wiedzą, ich obecność na sali sądowej jest o wiele bardziej uzasadniona. Ponadto wizyty w domu odbyte przez koordynatora rodzinnej pieczy zastępczej są okazją do omówienia zachowań dzieci i opracowania planu pomocy. Zawsze można skorzystać z porad psychologicznych i pedagogicznych. Dokumenty pracowników PCPR są w mojej opinii rzetelne i powinny być brane pod uwagę w sądzie.

Czy poza tą niedogodnością, uważa Pani, że prowadzenie rodziny zastępczej w polskich realiach prawnych jest łatwe?

Łatwe, bardzo łatwe. To jest coś dobrego, a dzieci są bardzo wdzięczne. To jest praca, która daje ogromne pokłady satysfakcji. Zresztą, nie wiem, jak w ogóle praca z dziećmi mogłaby komuś nie stwarzać satysfakcji.

W takim razie jak udaje się Pani dotrzeć do dzieci, które mają za sobą ciężkie, czy też niejednokrotnie tragiczne doświadczenia z dzieciństwa? 

Każde dziecko jest inne. Nie ma żadnej książki ani konkretnej metody, która tłumaczyłaby jak do tego dojść. Jedno dziecko będzie krzyczeć, inne się moczyć, jeszcze inne zaśnie tylko wówczas, gdy ktoś przy nim jest. Nie da się jednym zdaniem określić trudności. Wiele zależy od obserwacji. Rodzic zastępczy, nawet obserwując sposób, w jaki dziecko się bawi, może określić z jakiej ono pochodzi rodziny i co się w niej działo. Od razu widać, jaka tam była agresja, jaki stosunek do siebie i do dzieci mieli małżonkowie, czy też partnerzy. Czasami trzeba być ostrożnym nawet przy puszczaniu dzieciom bajek. Jedno z naszych dzieci, oglądając Kopciuszka, skojarzyło niedobrą macochę ze swoją matką. Drugi z kolei dusił i kopał lalkę, co było ewidentnie naśladowaniem agresywnych zachowań, jakich naoglądał się w domu. Wtedy kupiliśmy mu samochodzik i motor, żeby mógł dać upust swojej energii, a lalkę schowaliśmy. Dlatego czasami lepiej puścić dzieciom muzykę, co często robimy, wtedy dzieciaki tańczą i świetnie się bawią. Tak więc przy wymyślaniu zabaw i w procesie wychowawczym trzeba samemu odnaleźć ten złoty środek.

[/block][block]

Zastanawia mnie, czy nie ma Pani w sobie strachu, że przyjdzie moment, gdy trzeba będzie oddać dzieci. Jak wiadomo rodzina zastępcza przyjmuje je na czas określony, do momentu, kiedy wyjaśni się sytuacja prawna dziecka, a wówczas będzie już przecież Pani mocno zżyta z tymi dzieciakami. 

Owszem, są we mnie takie obawy, ale to normalne. Mam kontakt z dziewczynką, o której wcześniej mówiliśmy. To dziecko tęskni za nami, a my za nim. Dlatego postanowiłam na razie dać nam obojgu czas i we współpracy z rodziną, która się nią opiekuje, postanowiliśmy, że w chwili obecnej nie będziemy powielali tych kontaktów. Ta dziewczynka chyba nadal się nie przyzwyczaiła do nowej sytuacji, cały czas pyta rodzinę o to, czy zostaje już u niej na stałe, czy będzie musiała jeszcze przyjechać do nas. Gdy już będzie pewna, że tam jest jej dom, to znowu się spotkamy, może nawet jej obecni opiekunowie tu przyjadą w odwiedziny.

Jak wyglądają Państwa kontakty z rodzicami dzieci, którymi się zajmujecie? Jaki jest ich stosunek do Pani i Pani męża, czy odczuliście kiedyś jakąś wrogość z ich strony?

Nie. Zawsze chcą z nimi utrzymywać pozytywny kontakt, mam nadzieję, że może wówczas coś się poruszy w ich sercach. Choć muszę przyznać, że bywa to trudne. Rodzice czasami nie chcą się interesować swoimi dziećmi – nie przychodzą, nie reagują na zaproszenia, nawet wówczas gdy pokazuje się im zdjęcia dzieci, są obojętni. Ciężko powiedzieć, co siedzi w głowie takiego człowieka i co motywuje takie zachowania.

W części naszego społeczeństwa funkcjonuje przekonanie, że osoby, takie jak Pani, biorą pod opiekę dzieci ze względu na środki finansowe, jakie na ich utrzymanie daje państwo. Sporo takich komentarzy czytałem choćby na forach internetowych. Jak odniosłaby się Pani do tego rodzaju zarzutu? 

To jakieś nieludzkie podejście. Poważny człowiek nie mówi takich rzeczy. To przecież nie są żadne wielkie pieniądze. Powiem więcej, my dokładamy do utrzymania tych dzieci. Tym samym nigdy nie brałam dzieci pod kątem zarobku. W naszym domu wiele się zmieniło, na potrzeby przyjęcia dzieci musiałam zrobić choćby remonty. Przecież nikt mi do tego nie dokładał, wszystko opłaciłam z własnej kieszeni. Być może, gdybym się zwróciła do państwa, to dostałabym jakieś dofinansowanie, ale na razie nie mam takiej potrzeby. Mam świadomość, że o wsparcie można ubiegać się w PCPR. Na dzieci przeznaczam tyle, ile im trzeba, nawet jeśli mam dołożyć z własnej kieszeni.

Czy po dwóch latach prowadzenia rodziny zastępczej może już Pani określić, co do Pani własnej rodziny wniosła obecność dzieci?

Na pewno mam poczucie rozrostu własnej rodziny. Co więcej, moje własne dzieci są bardzo zaangażowane w wychowanie dzieciaków. Są one traktowane po prostu jako nasza rodzina.

Czy chciałaby Pani zachęcić naszych czytelników do prowadzenia rodzin zastępczych? 

Owszem, chcę bardzo serdecznie wszystkich do tego zachęcić. Państwo daję nam taką możliwość, na miejscu można uczęszczać na kursy, nie trzeba nigdzie jeździć, bo prudnicki PCPR ma prawo szkolić rodziny zastępcze i robi to w ciekawy sposób. Panie z PCPR-u są sympatyczne i życzliwe, co chciałabym po raz kolejny podkreślić. Na pewno chętnie wytłumaczą, na czym polega piecza zastępcza i jakie wymagania trzeba spełnić. W każdej kwestii można otrzymać fachową pomoc i poradę. Jeśli ktoś ma wolny czas, to po co zapełniać go głupotami, skoro można pomóc dzieciom? Jak to mówią – świata się nie zmieni, ale można zmienić świat choćby jednego dziecka. Naprawdę warto. A wdzięczność dzieci jest największa nagrodą. Nie da się tego opisać żadnymi słowami.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.     

(fot. sxc.hu)

 [/block]

Okiem Krystyny Wilisowskiej – kierownik PCPR w Prudniku

Krystyna Wilisowska

Krystyna Wilisowska

  • Ilość rodzin zastępczych w powiecie prudnickim
    Muszę potwierdzić, że w naszym powiecie rodzin zawodowych jest mało. Myślę, że w innych powiatach województwa opolskiego sytuacja jest podobna. Ciągle liczba rodzin zastępczych zarówno zawodowych i niezawodowych jest niska. Trudno powiedzieć, z czego taka sytuacja wynika. Edukacja jest większa i promocja też jest większa. Została przeprowadzona spora kampania informacyjna – ulotki, plakaty, które zachęcały do bycia rodziną zastępczą. Niestety nie dało to rezultatu i nie przyniosło pozytywnego odzewu, a na pewno nie na takim poziomie, którego oczekiwaliśmy. Oczywiście po kampanii zgłosiły się do nas pojedyncze osoby, czasami rodziny, które dziś już mają status rodzin zastępczej. Teraz, po czasie, wiemy, że kampanie informacyjne nie przynoszą zamierzonego rezultatu, a generują jedynie koszty. Dlatego zrezygnowaliśmy z tego typu działań.
  • Szkolenia dla rodzin zastępczych
    Od 2012 roku weszła w życie ustawa o opiece zastępczej, która nakłada na PCPR-y obowiązek szkolenia rodzin zastępczych (kiedyś takie szkolenia odbywały się w Opolu – przyp. red.) Ta ustawa nakładała na powiaty obowiązek szkolenia takich rodzin. W Prudnickim PCPR nie byliśmy na to przygotowani i nasi pracownicy nie mieli uprawnień. Dlatego trzeba było wybrać jedną z trzech opcji rozwiązania tego problemu:
    1. Przeszkolenie dwóch pracowników specjalnym programem, po którym stawali się oni trenerami szkoleniowymi. Oczywiście takie wyjście było bardzo kosztowne.
    2. Wysyłanie rodzin zastępczych na szkolenia do ośrodków adopcyjnych, których koszty musiałby pokryć PCPR.
    3. Napisanie własnego programu szkoleniowego i oczekiwanie na zatwierdzenie go w ministerstwie.
    Po analizie zdecydowaliśmy się na napisanie własnego programu, choć nigdy czegoś podobnego nie robiliśmy. Ministerstwo zatwierdziło nasze autorskie rozwiązanie, dzięki czemu  prudnickiej placówce PCPR przyznano uprawnienia do szkolenia rodzin zastępczych na okres pięciu lat. W takim przypadku nie musimy wysyłać tych rodzin na szkolenia do Opola. Niekiedy bywa tak, że w rodzinie zastępczej już jest obecny wychowanek, mimo tego, że opiekunowie nie mają tego przeszkolenia. Tak jest w przypadku, gdy są to osoby spokrewnione. Nowe przepisy wymagają od rodzin zastępczych przeszkolenia i przed umieszczeniem w nich dziecka opiekunowie muszę mieć je ukończone.
  • Umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej
    Aktualnie powiat zabezpiecza swoje potrzeby w zakresie wydawanych postanowień sądowych dotyczących umieszczania małoletnich dzieci w pieczy zastępczej. Komfortową sytuacja dla powiatu byłaby sytuacja, w której miałby on przeszkolone rodziny zastępcze niezawodowe, gotowe do przyjęcia małoletnich dzieci. Jednakże nigdy nie wiemy, jakie będą potrzeby i to zawsze rodzina zastępcza decyduje, i wyraża swoją wolę w zakresie ostatecznej decyzji przyjęcia konkretnego dziecka pod swoją opiekę. Najtrudniej jest umieszczać małoletnie dzieci w wieku szkolnym, co więcej nawet już wiek przedszkolny – zerówka – stanowi trudność. Jednakże do tej pory ze wszystkich sytuacji, z jakimi miała do czynienia nasza jednostka, pozytywnie kończyliśmy ostateczne wszystkie umieszczenia w rodzinnej pieczy zastępczej. W tym miejscu chcę podkreślić, że nie było jeszcze przypadku, aby w zamian dziecko zostało umieszczone w placówce opiekuńczo – wychowawczej. Tak więc do wszystkich zagadnień podchodzimy pozytywnie i z bardzo dużym zaangażowaniem, który poparty jest kompetencją naszych pracowników. Można wręcz powiedzieć, że w tej materii odnosimy sukcesy, które jednak – ze względu na dobro dzieci – nie są sukcesami, z którymi dzielimy się medialnie.
  • Funkcjonowanie rodzin zastępczych w powiecie prudnickim
    Myślę, że rodziny zastępcze na terenie powiatu dobrze funkcjonują. Jednak często borykają się z bardzo różnymi problemami. Prowadzący te rodziny nie zawsze mówią nam o swoich kłopotach. Często chcą te problemy rozwiązywać na własną rękę. Nie zawsze mają do tego predyspozycję i w przypadku, kiedy my zauważamy taką sytuację, zachęcamy do współpracy. Spotykamy się jednak z delikatnym oporem i niechęcią. Rodziny różnie to argumentują, np. brakiem czasu. W takich przypadkach powinniśmy włożyć więcej pracy, by zmobilizować tą drugą stronę, aby nie patrzyła na nas, jak na typowego urzędnika, ale jak na osoby, które chcą i mogą pomóc. Mamy w PCPR zatrudnionego psychologa opieki zastępczej, nie ma on może wystarczającej liczby godzin, ale gdy jest problem, to zawsze może pomóc. Taki psycholog może pojechać do rodziny, nie ma obowiązku stawiania się u niego w gabinecie. Mamy także koordynatorów, którzy w bardzo szerokim zakresie wspierają szczególnie te nowe rodziny. W tym przypadku to jednak rodzina musi sama wyjść z inicjatywą i złożyć wniosek. Kiedy sąd zatwierdzi jakaś rodzinę zastępczą, to koordynator jedzie do niej, przedstawia się i proponuje podpisanie takiego wniosku. Niektóre rodziny podpisują od razu, inne zastanawiają się i potem wypełniają, a są i takie, które do dnia dzisiejszego nie złożyły wniosku. Gdy wniosek do nas nie trafi, koordynator niestety nie może odbyć kolejnej wizyty. Wiele z naszych rodzin, to ludzie, którzy mają już swoje lata. W takim przypadku problemem jest starzenie się rodziców zastępczych i związana z tym mniejsza zaradność. Również wówczas pomagamy takiej rodzinie, na ile tylko jesteśmy w stanie. Oprócz koordynatorów mamy także 3 pracowników, którzy pomagają tym rodziną, które nie są objęte pomocą koordynatorów.

 

 

 

Gazeta Prudnik24 – numer 288

Reklamy

Reklamy





Facebook