Prudnik24

Ciekawe życie w ciekawych czasach

Ciekawe życie w ciekawych czasach
11 stycznia
21:19 2017

Biografia Anny Myszyńskiej, wydana pół roku temu, wpadła w moje ręce z opóźnieniem, jednak z jej treścią byłem na bieżąco już wcześniej – w końcu niewiele brakowało, a zostałbym jej wydawcą. Pod względem biograficzności książka w nie odstaje jakoś bardzo od poprzednich. Mieszkanka Białej już od dawna pisze i opowiada o sobie, ludziach którzy ją otaczają, miejscach i wydarzeniach, które wywarły wpływ na jej życie. Jednak w najnowszej pozycji (noszącej wymowny tytuł „Miałam szczęście do ludzi”) wyczuwa się nastrój podsumowania, próby zestawienia najważniejszych wątków z już teraz bardzo długiej wędrówki autorki po ścieżkach tego świata. To właśnie świadectwo jest – w moim rozumieniu – największą zaletą książek znanej pisarki i gawędziarki, książek niezmiennie kulejących pod względem edytorskim.

Zaczęło się od Kórnicy, podkrapkowickiej wsi. Kraina lat dziecinnych – taki obraz wyłania się w opisów najwcześniejszego okresu życia autorki. Nawet wojny – jak twierdzi – specjalnie nie odczuła. Front przechodzący ze wschodu (bynajmniej nie atmosferyczny), gwałty, kradzieże – wszystko to (jak się okazuje) było poza nią. Potem „pójście w świat”, do miasta, szkoła pielęgniarek i położnych, książki czytane po niemiecku i odruch niewstydzenia się swojej śląskości, za co można było mieć nieprzyjemności. Sporo ufności, otwartości na ludzi, ciekawości świata, wyrażanej w trzech językach – polskim, niemieckim, śląskim. No właśnie, trzeciego z wymienionych Anna Myszyńska nie nazywa gwarą, przez co określa swoje miejsce w ciągle żywym sporze. Autorka zresztą często pisze o własnym kulturowym i tożsamościowym „poplątaniu”, czasami – w moim odczuciu – mając na myśli bogactwo, innym razem obciążenie.

Ale wróćmy do życiorysu pisarki. Będąc już poza Kórnicą, poznaje swojego przyszłego męża – Bogdana, fotografa. Jeżdżą po regionie, szukają miejsca, w którym mogliby osiąść i założyć firmę. Pada na Białą – tam budują dom, tam zaczyna hulać zakład fotograficzny, przychodzą na świat ich synowie: Piotr i Paweł. Anna Myszyńska pracuje na miejscowej porodówce. Z czasem, ze względu na chorobę męża, przejmuje jego obowiązki – zostaje fotografem, w czasach, gdy nie był to jeszcze zawód do tego stopnia wolny, jak ma to miejsce dzisiaj. Należało zacząć od bycia uczniem, potem zostawało się czeladnikiem, na koniec otworem stała droga do dyplomu mistrzowskiego. W międzyczasie u Piotra, jednego z synów Anny Myszyńskiej, zdiagnozowano stwardnienie rozsiane, chorobę nieuleczalną i postępującą. Życie ponownie trzeba było przeorganizować, zmodyfikować plany.

Przygodę z pisarstwem i śląską gawędą Anna Myszyńska zaczęła na dobre dopiero w latach 90., będąc już wdową, na emeryturze. Jeden z synów, Paweł, przejął zakład fotograficzny, do którego mieszkańcy Białej zdążyli się już przyzwyczaić. Drugi, Piotr, ze względu na stan zdrowia nie pracował zawodowo; zajął się twórczością – malarstwem, poezją, pantomimą. Pani Anna zaangażowała się w wydawanie książek i płyt, przygotowywanie audycji o swoim heimacie, a także w promocję Harry’ego Thürka – zdążyła jeszcze zrobić wywiad z wybitnym pisarzem. Później przetłumaczyła jego książkę „Sommer der toten Träume”, zatytułowała ją „Lato umarłych snów”. Kolejny tłumacz Thürka – Marcin Domino – pozostał przy tym tytule.

Trudno też pominąć działalność Anny Myszyńskiej na rzecz promocji trzeźwości, osób uzależnionych i współuzależnionych. Wszystko to składa się na barwny życiorys, ciągle jeszcze otwarty. Czego nas uczący? Na pewno tego, że talenty, szanse, możliwości leżą bardzo blisku, wystarczy się po nie schylić. Czasem warto pogrzebać w swojej tożsamości; a nuż znajdzie się coś ciekawego… Biografia Anny Myszyńskiej to także ilustracja do znanej sentencji: „Chcesz rozśmieszyć Pana Boga – powiedz mu o swoich planach”. Faktycznie, zwrotów akcji w tym długim (i oby jeszcze jak najdłuższym) życiu nie brakowało. Podobnie jak woli walki z przeciwościami, czasem po prostu ich znoszenia… W dobie, kiedy wyolbrzymianie problemów i uciekanie od nich cieszy się sporą popularnością, taka lekcja wydaje się szczególnie cenna.

Bartosz Sadliński – dziennikarz, współpracował z wieloma lokalnymi gazetami, obecnie pisze do „Panoramy Bialskiej” i „Strzelca Opolskiego”; jest też przewodnikiem na zamku w Mosznej.

Gazeta Prudnik24 – numer 190

Reklama

Reklamy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebook