Prudnik24

O czeskim piwie słów kilka

O czeskim piwie słów kilka
12 marca
00:31 2018
Na portalu glucholazianie.pl  ukazał się ciekawy artykuł o czymś, co „tygryski lubią najbardziej”. Chodzi o oczywiście o piwo (i to czeskie!). Materiał publikujemy w całości z uśmiechem na ustach. 
Napisać coś o piwie to wcale nie jest taka prosta sprawa. Sam jestem zdania, że o gustach i smakach nie powinno się publicznie dyskutować a już tym bardziej jeżeli ma to jakikolwiek związek z piwem. Dlaczego? A dlatego, że ilu piwoszy, to tyle opinii na temat tego jakże wspaniałego i złocistego trunku z pianką. Ale o piwie dyskutować przecież trzeba, prawda? Przynajmniej warto spróbować. A ponieważ jestem smakoszem czeskiego piwa, to niniejszy tekst będzie właśnie o nim.

Jednak zanim to nastąpi, to dla formalności dodam, że spożywanie alkoholu jest oczywiście niezdrowe i dotyczy to (tak, tak szanowny Czytelniku) również wspaniałego, zimnego i orzeźwiającego piwka. A piwny brzuszek? Oj tam! Zawsze można powiedzieć, że po prostu zapowietrzył nam się wyrzeźbiony w strugach potu kaloryfer… No, ale przejdźmy do sedna.

Piwne statystyki

Przeciętny czeski Havránek wypija rocznie około 145 litrów piwa. Niesamowite! Nie dziwi zatem fakt, że Czesi liderują w europejskim rankingu konsumpcji tego złocistego trunku wyprzedzając Niemców (107 litrów) i Austriaków (104 litry). Tuż za podium, na niechlubnym czwartym miejscu każdego „sportowca” nalazła się Polska z wynikiem ok. 98 litrów na głowę. Też całkiem sporo. Wystarczy na porannego kaca po wcześniejszych balangach z kumplami w pubie. A jeżeli żona będzie miała pretensje co do naszego wątpliwego stanu i chmielowego oddechu? Cóż, zawsze można próbować usprawiedliwiać się słowami, że usiłowaliśmy wyprzedzić w rankingu trzecich Austriaków, lecz niestety znowu zabrakło kilku kufelków.

Trochę teorii o czeskim piwie

W Czechach praktycznie każde większe miasteczko posiada swój własny browar (czes. pivovar), a jak na stosunkowo niewielki, nieco ponad dziesięciomilionowy kraj, to jest ich tam całkiem sporo. Nieco ponad 400. Oczywiście ta liczba obejmuje zarówno te większe, jak i te mniejsze browary, ale przyznać trzeba, że liczba robi wrażenie.

U naszych południowych sąsiadów mamy w czym wybierać tym bardziej, że każdy większy browar warzy piwo – pod względem zawartości ekstraktu – w kilku wariantach. Najczęściej spotykane to tzw. desítka, jedenáctka lub dvanáctka. Przez nieobeznanych ze światem piwa naszych rodaków zdarza się, że są one mylone z zawartością alkoholu. Przykład? Bardzo często w czeskich restauracjach kelner lub kelnerka podczas przyjmowania zamówienia na piwo zapyta właśnie o wspomniany ekstrakt. Jak zamawiający usłyszy, że ma do wyboru desítkę lub dvanáctkę, to większość wybierze ten drugi wariant z myślą, że to piwo ma przysłowiowe dwanaście „woltów” alkoholu, co jest oczywiście kompletną bzdurą! Wiele razy osobiście się o tym przekonałem a później usłyszałem z żalem w głosie, że „coś słaba była ta dwunastka”. Nic tylko się uśmiechnąć i pokręcić głową z politowaniem.

Warto jeszcze nadmienić, że w Czechach oprócz jasnych piw (světlé) mamy jeszcze do wyboru ciemne piwo (tmavé), półciemne (polotmavé) oraz – prawie niespotykane w polskich pubach czy restauracjach – piwo rżnięte (řezané). To ostatnie jest połączeniem piwa jasnego z ciemnym w taki sposób, że po jego zamówieniu naszym oczom ukaże się niesamowity widok kufelka w dwóch kolorach: na dole jasnym, u góry ciemnym plus oczywiście gęsta pianka. Polecam! Oczywiście są jeszcze piwa smakowe (radlery) oraz pszeniczne, jednak większość Czechów machnie na nie ręką i zamówi sobie tradycyjny světlý ležák.

No dobra. Teraz może pojawić się pytanie jakiejś przesympatycznej czytelniczki o piwo z soczkiem. Na litość boską, w Czechach jest to wykluczone! Żaden porządny i szanujący się Czech nie napije się piwa z sokiem! Mało tego, w żadnej czeskiej knajpie nawet na myśl by nie przyszło barmanowi, że ktoś o coś takiego poprosi, ponieważ jest to nie co innego jak zbezczeszczenie piwa! Spojrzy na nas jak na wariata i pomyśli, że my po prostu sobie z niego jaja robimy. Woda z sokiem tak. Piwo z sokiem zdecydowanie nie! Dla Czecha piwo, to jak ambrozja. Sok wykluczony. No chyba, że w jakiejś restauracyjce tuż przy granicy (np. w Mikulovicach), ale jest to z całą pewnością jedynie ukłon przesympatycznych barmanek dla klientek z Polski. Jednak jestem pewien, że za każdym razem jak dodają soku do piwa, to mają palpitacje serca. Błagam, nie krzywdźmy tych pań.

Przechodzimy do praktyki

Jest takie popularne powiedzenie, że w domu Czecha może nie być wody mineralnej. Może nawet nie być kawy czy herbaty. Mało tego, Czech może nawet nie mieć wody w kranie, ale piwo musi być i basta! Każdy ma swoje ulubione a w pivnicy (piwiarnia) lub w hospodzie (knajpa) musi być dodatkowo odpowiednio podane. Temperatura serwowanego piwa owszem, ma znaczenie, lecz chyba najważniejsza jest pianka. Musi być wysoka i gęsta. Dodatkowo, pianka nie ma prawa szybko opadać i znikać w kuflu jak ma to miejsce (niestety) w wielu polskich pubach. Jeżeli pianka nie spełni tych kryteriów to czeski piwosz stwierdzi, że piwo jest po prostu zepsute i nieświeże.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w czeskich tradycyjnych hospodach nie płaci się „z góry” za każde zamówione piwo. Przy zamówieniu pierwszego kufelka dostajemy tzw. lístek (karteczkę) na którym kelner robi kreseczkę. Przy drugim kufelku na lístku pojawi się druga kreseczka i ta czynność będzie się tak długo powtarzała, jak długo zamierzamy piwkować. I tu cenna rada. Ten lístek trzeba bezwzględnie pilnować i mieć go cały czas na oku! Jest to swojego rodzaju nasz rachunek, a jego zgubienie może nas drogo kosztować! Spowoduje to, że za wypite piwka zapłacimy zdecydowanie więcej niż myśleliśmy. I tutaj na nic zdadzą się nasze tłumaczenia, że wychlaliśmy tylko pięć, gdy kelner bezlitośnie będzie chciał wystawić nam rachunek za, np. dziesięć! Trudno. Jak to mówią Czesi? Pane, máte smůlu! A mówiąc po naszemu, mamy po prostu pecha i gwarantuję, że następnym razem lístek będziemy strzec jak oka w głowie.

Piwko piwkiem, ale jak doskonale wiemy, browarek doskonale pobudza nasz apetyt. I to chyba stąd biorą się te nasze zapowietrzone kaloryfery o których wspomniałem na początku tekstu. U nas popularne są paluszki, chipsy i inne podobne zapychacze, a w prawdziwej czeskiej hospodzie świetnie sprawdzają się korbáčky lub utopence. W porządku, pomyśli Czytelnik, ale co to są do cholery te korbáčky i utopence?! Szybko wyjaśniam. Otóż korbáčky są to takie przypominające makaron nitki, pozawijane (np. w kokardki) żółte, bardzo słone lub paprykowe serki (mogą być wędzone). Można je nawet kupić w niektórych polskich supermarketach. Natomiast utopence (pol. topielce), są to kiełbaski w marynacie. Całkiem smaczne, ale osobiście pozostaję przy korbáčkach. Tak czy siak, do skosztowania przy piwku polecam i jedno i drugie. A ponieważ o gustach i smakach się nie dyskutuje, każdy przy najbliższej możliwej okazji sam zdecyduje.

Teraz posiadając niezbędną wiedzę na temat czeskiego piwka i czeskich piwnych zwyczajów, na koniec tekstu nie pozostaje mi nic innego jak zadać pytanie: To co, dáte si pivečko?

Jacek Borgul
glucholazianie.pl

 

Gazeta Prudnik24 – numer 288

Reklamy

Reklamy





Facebook